Fryzjer zniszczył twoje włosy? Ta kobieta poszła z tym do sądu. I wygrała!

1
foto: JRP Studio/shutterstock.com

Chyba każdemu z nas zdarzyła się choćby raz w życiu wpadka u fryzjera. Zbyt mocno skrócone włosy, nie ten kolor, nietwarzowe cięcie czy upięcie rodem z poprzedniej epoki… czasem jest to kwestia nieporozumienia, niedogadania się, a czasem niekompetencji fryzjera. Pół biedy jeśli skutki niefortunnej wizyty da się szybko odwrócić. Co innego, jeśli zamarzył nam się superjasny blond, a wychodzimy z salonu z włosami w kolorze żółtka lub po prostu popalonymi strąkami… W podobnej sytuacji znalazła się pewna gdańska pielęgniarka. I wiecie co zrobiła?

W 2014 roku kobieta, której włosy były już wyjątkowo zniszczone przez zabiegi fryzjerskie, poszukiwała salonu, który wykona jej trwałą ondulację. Nie było łatwo, ponieważ z uwagi na stan jej włosów wielu stylistów odmawiało wykonania usługi, podkreślając, że włosy muszą najpierw zostać zregenerowane. Kobieta zignorowała jednak dobre rady specjalistów i w końcu udało jej się trafić do fryzjerki, która zgodziła się wykonać trwałą.

Nietrudno zgadnąć jak skończyła się ta historia – klientka wyszła z salonu z popalonymi, puszącymi się, pokruszonymi włosami! Widząc efekt nieudanej ondulacji postanowiła… podać fryzjerkę do sądu.

Rozprawa zakończyła się wygraną poszkodowanej klientki, która argumentowała żądanie odszkodowania tym, że po nieudanym zabiegu była zmuszona wycofać się z życia towarzyskiego i podjąć leczenie psychiatryczne. Sąd zlitował się nad poszkodowaną kobietą, przyznając jej 10 000zł odszkodowania.

Ta historia powinna być przestrogą zarówno dla stylistów fryzur jak i dla nas – klientów.

Przede wszystkim powinniśmy brać pod uwagę stan naszych włosów! Nie próbujmy na siłę realizować naszych pomysłów w kwestii koloryzacji, czy innych inwazyjnych zabiegów. W końcu nawet jeśli wygramy w sądzie ze sprawcą fryzjerskiej katastrofy, nie cofniemy czasu i nie uratujemy naszych włosów.

  • Klaudyna

    To nie był fryzjer! Jak ktoś kto robi coś takiego może się w ogóle nazwać fryzjerem???